II Liceum Ogólnokształcące w Swarzędzu

Artykuły uczniów

 

Szkoła przetrwania

Szkoła. Dla niewtajemniczonych przytoczę definicję zaczerpniętą wprost od niezawodnej cioci wszystkich internautów - Wikipedii:” instytucja oświatowo-wychowawcza zajmująca się kształceniem i wychowaniem w państwie”. No cóż, wiele polskich placówek  nie zapoznało się z tym objaśnieniem, ale nie w tym rzecz. Szkoła jest- o dziwo-  najlepiej wspominanym etapem życia wielu ludzi. Czymże byłoby życie bez niej? Nawet po latach człowiek, wspominając szkołę, czuje czasem taki miły (a czasem nie), ciepły ucisk w sercu. Nawet mój kuzyn, u którego występują wtedy objawy bliskie epilepsji.  W każdym razie wiąże się z nią wiele emocji. Moja szkoła, II Liceum Ogólnokształcące w Swarzędzu, wpadła na ciekawy pomysł obchodów 20-lecia, którym jest zjazd absolwentów. Byli uczniowie będą mieli okazję  spotkać się i porozmawiać  z dawnymi znajomymi oraz nauczycielami. Dostaną szansę, by  znów poczuć się jak uczeń, jak młoda osoba, która nie zaznała w życiu poważnych trosk.  Swoją drogą jestem ciekawa, ilu absolwentów skorzysta ze sposobności powrotu do młodzieńczych, być może dla niektórych ciężkich lat. Tak naprawdę nasza „Kochana” szkoła nie jest przecież lekkim i przyjemnym okresem w życiu. To czas, kiedy człowiek obiera życiową drogę, czas wielu porażek i trudności, kiedy dajemy z siebie wszystko, by przetrwać, a niekiedy przewegetować dni zawalone nauką, bez znaczenia czy uczyliśmy się 20 czy 5 lat temu.  A jak wygląda dzisiaj dzień typowego ucznia?

Wstajesz  wczesnym rankiem perfidnie obudzony przez budzik, którym masz ochotę rzucić o ścianę, ale z racji tego, że jest nim twój telefon ostatecznie tego nie robisz. Półprzytomny, chwiejnym krokiem próbujesz dowlec się do łazienki i załatwić w niej wszystkie sprawy. Gdy już to zrobisz, uświadamiasz sobie, że nie masz czasu na śniadanie, chwytasz kanapkę i w niekończącej się wędrówce do szkoły starasz się ją skonsumować, ale czynność tę próbują uniemożliwić twoje sąsiadki, witając się z tobą, pozdrawiając twoich rodziców i wypytując o twoje samopoczucie. Gdy udaje ci się w końcu przebrnąć dystans  między twoim domem a placówką, zauważasz, że jesteś spóźniony na pierwszą lekcję. A to pech, pędząc truchtem przez pół miasta nie jesteś w stanie dotrzeć na czas, nie pomyślałeś o zamienieniu go na sprint, więc po wejściu do klasy słyszysz nieprzyjemne uwagi ze strony nauczyciela i potulnie, niczym baranek siadasz zdyszany na swoim miejscu. Nie zdążyłeś jeszcze złapać tchu, kiedy rejestrujesz słowa „Wyciągamy karteczki” i próbujesz sobie przypomnieć materiał omawiany na ostatniej lekcji, jednak bezskutecznie.  Na domiar złego, tego dnia masz lekcje, których kompletnie nie rozumiesz, dajmy na to chemię bądź matematykę. Wyczerpany, pod koniec zajęć idziesz do łazienki i nagle orientujesz się, że skończył się już wspaniały wynalazek, jakim jest papier toaletowy. Przypominasz sobie, że –nie wiedzieć czemu- nosi go ze sobą Bronek. Jednak to na nic, bo twój kumpel włóczy się gdzieś koło szkoły z papierosem w ręku, starając się by nie nakrył go żaden nauczyciel. Zagniewany na sprzątaczkę, że nie zaopatrzyła toalety w większą ilość 2-metrowej taśmy, idziesz umyć ręce. Teoretycznie, bo praktycznie witasz je tylko z wodą, gdyż mydło również się skończyło. Próbujesz sobie przypomnieć, czy pędząc do szkoły zajęty  jedzeniem kanapki nie przeoczyłeś czarnego kota przebiegającego ci przed nogami.  Do końca twojego utrapienia zostały jeszcze 2 lekcje, w tym jedna kartkówka. Postanawiasz przypomnieć sobie wymagane tematy, ale nie spakowałeś do plecaka podręcznika, więc  klepiesz się w głowę i przeklinasz to nieszczęsne, czarne kocisko (ale i tak nie masz pewności, co do jego egzystencji).  Na koniec obrywasz jedynkę za brak książki i jako niespotykanie spokojny człowiek próbujesz skumulować w sobie negatywne emocje, nie wyzwalając ich z siebie. Słyszysz długo oczekiwany, brzmiący tak pięknie, niczym śpiew słowika ostatni dzisiaj dzwonek i  tak jak rankiem, ale tym razem z ogromnym entuzjazmem ruszasz szybko do domu.

Sądzę, że dwadzieścia lat, wbrew pozorom nie jest wcale takim długim okresem. Tak naprawdę zmieniło się niewiele,  dzięki rozwojowi techniki wzbogaciliśmy się w nowoczesny, niezawodny  sprzęt , ale mentalność i stosunek uczniów do nauki pozostały takie same. Szkoła nadal jest dla nas niemiłosierną męką,  przez którą, chcąc nie chcąc (oczywiście nie chcąc) musimy przebrnąć. Dla zapominalskich (i nie tylko) wzięcie udziału w zjeździe absolwentów byłoby więc niezłą okazją do odświeżenia sobie pamięci związanej z nastoletnimi latami. W końcu wszyscy "uwielbiamy" chodzić do szkoły, w szczególności po lekcjach.

Marta Michalska

 


 

Dwudziestoletnia ewolucja („Jak w domu…”)

Nasza szkoła, Zespół Szkół nr 2 w Swarzędzu, obchodzi 20-lecie. 13 kwietnia 2013 roku będziemy świętować to wydarzenie. Jest to dla nas wszystkich szczególne święto. W naszej szkole przeżywaliśmy już wiele apeli, uroczystości i świąt. Zawsze zaczynały się one uroczyście, hymnem i wniesieniem sztandaru szkoły. Nie brakowało przemówień dyrektora i występów artystycznych. Sądzę, że w tym wypadku będzie podobnie, jednak nie wiem, co w zanadrzu mają występujący artyści z naszej szkoły. Pod surowym okiem nauczycieli powstanie zapewne ciekawy występ, ku uciesze ogółu.

Już od dwudziestu lat nasze liceum rozwija się, z roku na rok coraz prężniej. Począwszy od zielonych tablic, brudzących kred i papierowych dzienników, do wysoko wyspecjalizowanego sprzętu, tablic interaktywnych, rzutników,  nowego systemu i dzienników elektronicznych. Wszystko to, aby uczniowie coraz chętniej chodzili do naszej szkoły. Nowoczesne wyposażenie nauczycielom ułatwia pracę i urozmaica lekcje. Od paru lat w liceum istnieje dużo przeróżnych projektów jak e-szkoła, wiele zadań pozalekcyjnych np. treningi siatkówki, koszykówki czy piłki nożnej. Pojawiły się też spotkania Klubu Debatanckiego, uczące poprawnej dyskusji i rozwijające umiejętności przemawiania. Bardzo dużo dzieje się  w naszej szkole, oczywiście przy zaangażowaniu uczniów i nie tylko. Przerwy umilane są dobrą muzyką, a Samorząd Uczniowski promuje naszą szkołę, wymyślając różnego rodzaju zabawne filmiki nagrywane na korytarzach. Jesteśmy angażowani do udziału w ciekawych świętach, przy których nie brakuje komicznych sytuacji i świetnej atmosfery zbliżającej wszystkich uczniów i nauczycieli. Integrujemy się na wyjazdach szkolnych i klasowych. Każdy wkłada odrobinę siebie w tę szkołę. Przypominają się w tej chwili słowa mojej koleżanki: „W tej szkole jest po prostu jak w domu…” Zgadzam się z tym, ponieważ już od niecałych dwóch lat mogę się o tym przekonywać. Liceum jest stosunkowo niewielką szkołą, chodzi tutaj mało osób. Na jeden rocznik przypadają 3 lub 4 klasy. Dzięki kameralności panuje w II LO tak przyjazna atmosfera.

Zbliżające się święto będzie ukoronowaniem ciężkiej pracy nauczycieli, pracowników jak i samych uczniów, którzy nie siedzą bezczynnie na lekcjach, ale biorą czynny udział w życiu szkoły. 20-lecie szkoły powinno być dla każdego związanego z naszym liceum ważnym wydarzeniem, ponieważ już niemal przez ćwierć wieku wszyscy starają się je coraz bardziej ulepszać,  wkładając w to wiele serca, czasu i pracy.

Monika Wasilewska

 


 

 

„Człowiek, który nie zajmuje się swoimi pasjami, nie może być szczęśliwy”

Wywiad z nowym dyrektorem II Liceum Ogólnokształcącego w Swarzędzu, Przemysławem Wantuchem

Redakcja: Kiedy i dlaczego zaczął Pan pracować w oświacie?

Dyrektor Przemysław Wantuch: To było bardzo dawno temu, najpierw pracowałem jako inżynier
w fabryce, ale po kilku latach stwierdziłem, że jest to zbyt jednostajna i nudna praca, więc poszedłem w trochę innym kierunku, nauczycielskim. Nie da się ukryć, że jest to efekt domu rodzinnego, ponieważ moi rodzice byli nauczycielami, więc miałem wzór w domu.

Redakcja: Jakie zmiany w naszej szkole ma Pan zamiar wprowadzić?

Dyrektor: Najpierw muszę dokładniej poznać, jak wszystko funkcjonuje. Chciałbym uspołecznić szkołę. Mam kilka pomysłów, ale musimy to uzgodnić na radzie pedagogicznej. Jest troszeczkę za wcześnie, aby mówić o zmianach,  ponieważ jestem przekonany, że szkoła dobrze funkcjonuje i jakiś problemów, które wymagają naprawy, nie ma. Jest kilka technicznych i formalnych spraw do załatwienia. Największym problem jest to, co robić, aby do szkoły przychodziło coraz więcej uczniów, by na każdy rocznik przypadały przynajmniej 4 klasy. W naszej szkole praktycznie wszyscy zdają egzamin maturalny, więc mamy atuty, by przyciągnąć absolwentów gimnazjów.

Redakcja: Jakie ma pan poglądy na temat wychowania młodych ludzi?

Dyrektor: Liberalne. Uważam, że są takimi samymi ludźmi jak osoby dorosłe. To, co można zrobić , to ukazywać na swoim przykładzie, jak należy postępować i rozmawiać.

Redakcja: Jakie ma pan doświadczenia w pracy z młodzieżą?

Dyrektor: Ojej, wieloletnie przez  12 lat byłem nauczycielem, a później  przez 5 lat dyrektorem szkoły podstawowej. Przez 13 lat byłem też dyrektorem Wydziału Edukacji Starostwa w Poznaniu.

Redakcja: A jakiego przedmiotu Pan uczył?

Dyrektor: Matematyki, fizyki i informatyki w Poznaniu.

Redakcja: Gdy był Pan uczniem, jakie przedmioty Pan preferował, a czego niechętnie się uczył?

Dyrektor: Zawsze byłem zachwycony fizyką i matematyką. Przedmiotem, za którym nie przepadałem, była historia.

Redakcja: Która rola jest, według Pana, ciekawsza ucznia czy nauczyciela ?

Dyrektor: Jak się jest młodym, to wydaje się że rola nauczyciela jest ciekawsza, natomiast gdy jest się nauczycielem, chętnie usiadłoby się w ławce. Człowiek powoli dochodzi do wniosków, co jest lepsze.  Młodość są to najlepsze dni życia bez odpowiedzialności, potem są studia, także piękny okres, ale
z większą odpowiedzialnością za swoje życie. Trzeba to osądzać poprzez pryzmat doświadczenia. Każdy okres należy przeżywać ciekawie.

Redakcja: Czym młodzież dzisiejszych czasów różni się od tej z Pana młodości?

Dyrektor: Niczym, jest taka sama. Może zabawkami się różni, ale to bez znaczenia. Obecnie młodzi więcej czasu spędzają przed komputerem, ale z tego się wyrasta.

Redakcja: Co Pan uważa za swój największy sukces życiowy?

Dyrektor: Ciężko mi to powiedzieć w jednym zdaniu. Z pewnością to, że realizuję swoje marzenia, mam wspaniałą rodzinę i dzieci, które już są dorosłe. Nie można wybrać jednej rzeczy, bo ciekawe też były moje prace przez wszystkie poprzednie lata.  Jest mnóstwo rzeczy, które powodują zadowolenie z życia.

Redakcja: Czy ze względu na Pański wzrost, brał Pan kiedyś pod uwagę karierę sportową?

Dyrektor: Grałem kiedyś w reprezentacji wydziału podczas studiów. Trenowałem siatkówkę, lecz był jeden problem, noszę okulary. Kilka par straciłem podczas meczów.

Redakcja: Czy pełniąc funkcję dyrektora ma Pan czas na zajmowanie się swoimi pasjami, a jeśli tak to jakimi?

Dyrektor: Muszę, bo człowiek, który nie zajmuje się swoimi pasjami, nie może być szczęśliwy. Jestem żeglarzem, byłem w różnych miejscach, zwiedzam świat. Staram się wykorzystać każdą wolną chwilę, aby gdzieś popłynąć, zawsze mi się to na szczęście udawało.

Redakcja: W jakim najciekawszym miejscu Pan był?

Dyrektor: Ostatnio najciekawsza była podróż z Argentyny do Chile. Od stycznia do marca żeglowaliśmy po Patagonii. Płynęliśmy z Ushuai do Valpariso

Redakcja: Czy ma  Pan marzenie, by opłynąć ziemię dookoła?

Dyrektor: Kiedyś miałem, ale nie wyłączę się na rok z moich obowiązków, aby je spełnić. Jest to zbyt duże wyrzeczenie. Chodzi raczej o pływanie po to, aby coś zobaczyć i się czegoś nauczyć, obserwować inne kultury i przyrodę. Kiedyś chciałem być samotnym żeglarzem, ale po pierwszym rejsie zrozumiałem, że najlepsze jest, gdy płynie się z doskonałymi kompanami.

 

rozmawiali Natalia Kroll i Łukasz Wencel

 



 

Czuję się kompletnie wypalony

Codziennie, wychodząc rano do szkoły, spotykam na ulicy młodzież, która w ręku trzyma papierosy. Myśli, że dzięki temu jest lepsza od innych. Palenie wśród młodzieży staje się coraz bardziej popularne, a sprzyjają temu rówieśnicy, szkoła czy też rodzice. Młodzi ludzie myślą, że palenie papierosów jest dobrym sposobem na pozbycie się złego samopoczucia, bo nie ma nic piękniejszego, niż wypuszczanie w górę szarych kłębów dymu.

Wyjście podczas przerwy na papieroska jednego, dwa, a może dziesięć jest znakomitą okazją na pogaduchy i rozluźnienie się przed następnym przedmiotem. Gdy wchodzę na lekcję, czuję unoszące się w sali opary. Ja też po niektórych przedmiotach czuję się tak ogłupiony, że idę zapalić, by zatopić swój smutek w papierosie. Rola nauczycieli w tej sprawie jest ważna, bo to oni muszą wyczuć, kto i gdzie kryje się z „fajką” w ręku. Powinniśmy oddychać czystym powietrzem, a nie dymem z papierosów, ale co mamy zrobić? Zapytam się nauczyciela od biologii, co nam grozi, może uda mi się zdobyć chociaż plusa za aktywność.

Co może wiedzieć o paleniu osoba, jeśli nigdy nie miała papierosa w ustach? Aby wypowiadać się na dany temat, trzeba coś o nim wiedzieć, a więc posłuchajcie słów osoby, która wygrała z potrzebą sięgnięcia po papieroska. Po paru miesiącach od rozpoczęcia palenia możemy zauważyć, co się dzieje w naszym organizmie, jak nasza kondycja i płuca słabną, nasze zęby zmieniają kolor, a ubrania, włosy śmierdzą dymem.
Może teraz nic nie zdziałam mój kolego z ławki i będziesz palić, jak paliłeś, ale spotkajmy się za parę lat i zobaczmy, kto czuje się kompletnie wypalony?

Patryk Średecki 1a


Kolejny wolny dzień? O nie, dajcie mi odpocząć!

Niedawno słyszałam w radiu, iż politycy chcieli zmian w polskim systemie wakacyjnym. Myśleli nad tym, by ustanowić nowy, który miał być wzorowany na niemieckim. Dwie sprawy wzbudzają tu moje zdziwienie. Po pierwsze: czy politycy nie mają innych spraw do obmyślania? Po drugie: kto przy zdrowych zmysłach może twierdzić, że dwumiesięczna przerwa wakacyjna jest za długa?

Już pierwszego wakacyjnego dnia wolnego od: szkoły, zadań domowych i przygotowań do kolejnych testów, do około godziny 12:00 udało mi się wypić 6 kubków herbaty, przeczytać zaległe z 3 miesięcy gazety oraz książkę „Kobiety są z Marsa, a mężczyźni z Wenus”, a potem… Właśnie, co potem?

Do obiadu zdążyłam się tak wynudzić, że postanowiłam wyregulować moje drzwi od szafy, które nieustannie zahaczały o dolną szufladę. Chwyciłam za śrubokręt, a później przyszedł mój tata, który na nowo przykręcał owe drzwiczki do szafy. Poszłam, więc do ogrodu przyciąć jeden z rozrośniętych krzaków. Uzbrojona w nożyce wyszłam na ogród, a godzinę później zjawił się mój tata. Przywiózł ze sklepu nowe krzaczki. Już chciałam się zabrać za naprawdę zepsuty mikser, który wysiada zawsze, gdy ja próbuję sobie zrobić koktajl, gdy moja mama, niezwykle uprzejmie, wyrwała mi go z rąk i odciągnęła daleko do kuchni.-To twoje naprawianie może być niebezpieczne. – dodała.

Ma rację. Mam w pokoju toaletkę, o której zawsze odstawała jakaś listwa. Nigdy się tym nie przejmowałam, lecz gdy człowiek się nudzi, takie rzeczy najbardziej działają mu na nerwy. Wydobyłam więc z szuflady przeźroczystą, uniwersalną taśmę klejącą i moje życie odzyskało sens. Miałam co robić. Kolejne dni znów wlokły się niemiłosiernie, że każdy poranek wydawał mi się zbyt odległy od wieczoru, podczas którego znów zapadnę w sen.

W kuchennej podłodze wydeptałam ścieżkę do lodówki. Za każdym razem miałam nadzieję, że podczas jednej z 4000 wypraw w jakiś przedziwny sposób nie zauważę półmiska z lodami. Później z przedziwnej przyczyny postanowiłam kupić sobie lustro.

Po licznych namowach rodzice wybrali się ze mną do kilku poznańskich sklepów ze starymi meblami, gdzie zapach różnych kadzidełek jest tak okropnie intensywny, że przyprawia o zeza. Nie zważając na fakt, iż mój brat leży na podłodze dusząc się, spędziłam kolejne godziny na wybieraniu lustra odpowiedniego do mojego pokoju. Aż w końcu nie kupiłam nic.

Następnego dnia chciałam pojechać do Ikei po regał na książki, lecz po porażce z lustrem, moja mam powiedziała: Nie!. Wyglądało, więc na to, że najlepiej będzie, jeśli na coś zachoruję. To wspaniały pomysł, gdy już naprawdę nie masz co ze sobą zrobić, bo wszystko, łącznie z zawalonymi zatokami, jest lepsze niż zanudzić się na śmierć.

Nie jest łatwo, wiem, wywołać siłą woli zapalenie krtani, ale przy niewielkim wysiłku można załapać przeziębienie, które, jeśli dobrze się postarasz, przerodzi się w grypę. Nawet leżenie w łóżku i studiowanie podręcznika od matmy wygrywa z nieuleczalnym nowotworem - nudą.

To nuda sprawia, ze dzwonisz do ludzi, z którymi nie rozmawiałaś przez 4 lata i w trakcie rozmowy przypominasz sobie dlaczego. Nuda to stan, w którym zaczynasz czytać nie tylko ulotki wyciągane ze skrzynki, ale również etykiety od szamponów. Nuda powoduje, że zastanawiasz się, czy nie zabrać 2 litrowych butelek z lodowatą wodą i nie urządzić zasadzki na wredną sąsiadkę twojej przyjaciółki, mimo że dobrze wiesz do czego to prowadzi.

Zatem ja już po tygodniu byłam u kresu wytrzymałości. Nie mogłam nawet wybrać się do sklepu po kubeł lodów, a następnie wstawić ich do lodówki, bo pewnego popołudnia- wykorzystując uwagę moich rodziców- znów próbowałam naprawić nasz mikser. Wtedy, niestety coś od niego odpadło. Mogłam oczywiście przykręcić to z powrotem, ale co najdziwniejsze, kiedy nie jest się naprawdę zajętym, nigdy na nic nie starcza czasu. Napisałam list do koleżanki z Paryża, ale w ciągu dnia nie znalazłam chwili, by włożyć go do koperty, a tym bardziej zanieść na pocztę.

Każdy dzień moich wakacji był pasmem męczarni związanych z brakiem czasu na wszystko, spowodowany zajęciem się niczym. Dlatego po przyjściu do szkoły od razu stwierdziłam, że przydałyby się wakacje od wakacji.

Natalia Kroll 1a


Humor z prac uczniów II LO w Swarzędzu

Człowiek cnotliwy jest szczęśliwy, bo pozbawiony wszelkich nieczystości.

Człowiek, Bóg i śmierć są ze sobą na porządku dziennym.

Kochanowskiemu w wieku dwóch lat zmarła córka.

Bóg ma nas w jednej garści.

Pułkownik szedł w rozpiętym płaszczu i prezentował swoje walory.

Utwór zawiera dogłębne cytaty.

Wygląda to na celowe spławianie Cezarego, by zaprzestać konwersacji.

Gajowiec posiada funkcję ministra, działającego w stanie apatii.

Izabela Łęcka zarabiała na siebie, przyozdabiając salony.

Święty Aleksy nie współżył z żoną, bo wcześniej oddał się Bogu.

Takie postawienie sprawy gryzło mnie całą książkę.

Bohaterowie nie chcą się podnieść z doliny społeczeństwa.

Ukochana odrzuca go na rzecz podków.

Kobiety są w środku złożone.

Miłość wychodzi z serca kobiety.

Wkładem na rzecz pluralizmu było to, że bohaterki mogły mieć mężów na różne sposoby.

Każda część ciała kobiety powodowała u mężczyzny osłupienie.

Telimena uważała, że cnota to lipa.

Naturaliści opisywali smród, głód i ubóstwo.

Mężczyzna był trochę ogarnięty.

Bohaterka miała w swoim pokoju książki nadające się do konsumpcji przez dzieci.

Kmicic, Wołodyjowski i Zagłoba stanowią polski odpowiednik trzech muszkieterów, tylko ich było czterech.

Inteligencja była sztywna, a chłopstwo luźne.

Roland dymał w róg.

Cały utwór ma odrzucać czytelnika.

Jak coś mamy pod nosem, nie potrafimy tego wykorzystać.

Ja osobiście preferuję wampiry.

Dopieścił dzieło bogactwem epizodów.

Zawiódł go Maciej, gdyż pomagał mu przy kapuście, a i tak został źle potraktowany.

Kordian ku własnemu nieszczęściu wleciał w pętlę.

Świat podjudza go do myśli negujących sens istnienia.

Powinniśmy dbać i szanować matkę, ponieważ, gdy umrze, nic nam nie pozostanie.

Leśmian pragnie zaspokoić Kochanowskiego w wierszu.

Leśmian żeruje na śmierci Urszulki.

Bohaterka dobrze sprawuje się w roli nauczycielki, ma dach nad głową i ma co jeść.

Trójkąt miłosny kończy się, gdy Justyna zabija Zenona.

Rzuciła mi się w oczy postać księdza Robaka.

Zdarzają się utwory nie do końca zekranizowane.

Renesans krytykuje średniowiecze jako epokę zaćmienia umysłowego.

Książki nie są czytane w tak szerokich masach jak kiedyś.

Jego psychika i myśli stoją nad przepaścią.

Bohater zrezygnował z własnego szczęścia na koszt narodu.

Film Kawalerowicza oceniam jako szykanowanie światowego utworu, jakim jest „Quo vadis”.

Należy uchylić czoła Sienkiewiczowi za tę wspaniałą powieść.

Wajda posilił się o ekranizację „Pana Tadeusza”.

Wallenrod dla dobra Litwy zostaje upodlony.

Miałem okazję obejrzeć dwie ekranizacje „W pustyni i w puszczy”, ale książkę przeczytałem tylko jedną.

Choć polecam jedną spośród trzech filmowych adaptacji utworów, to nie oznacza, że co trzecia lektura nadaje się do ekranizacji.

Chłopi nie mieli wiele wspólnego z kulturą np. kładli nogi na stół i rozpinali ubrania, kiedy chcieli.

W czasie wojny Niemcy mordowali z kretesem.

Jan Kochanowski wyjechał z Krakowa do Czarnolasu, by odpocząć od zadymionego spalinami miasta.

Prus wprowadził w „Lalce” wątek miłosny dla zaspokojenia żeńskiej strony czytelnika.

Wokulski nie mógł zaspokoić Izabeli pieniędzmi.

Pozytywizm usadowił się na tronie wewnątrz mojego serca.

Akcja powieści Dostojewskiego rozgrywa się w moskiewskim mieście, Petersburgu.

Niestety epoka pozytywizmu nie wydała na świat samych złotych plonów, bo tworzył w niej także Sienkiewicz.

Zebrała Iwona Sobczyk

 

 


 

 

O miłości


„O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki.”
(A. Sapkowski – „Czas pogardy”).

Często, w wielu różnych sytuacjach, zdarza nam się zrobić coś, co wcale nie jest dla nas korzystne. Zdarza się, że poświęcamy dla kogoś lub czegoś: nasz jakże cenny czas, siły, pewne rzeczy, o które niekiedy ciężko walczymy. Czasem COŚ, jakby popycha nas i oddajemy wszystko bez słowa. To coś, ta niezwykła siła jest jak gaz. Bezbarwny, bezwonny gaz, który wedrze się wszędzie, nawet gdyby ktoś starał się szczelnie od niego odizolować, to znajdzie on szczelinę, przez którą się do niego dostanie. I choćby bardzo nie chciał i byłoby mu to nie na rękę – nie ma już szans na ucieczkę. Wystarczy, że raz weźmie jeden głęboki oddech. Od teraz ten właśnie gaz stanie się jego powietrzem. Nie będzie potrafił bez niego żyć. Niejeden zakrztusił się jego nadmiarem, z kolei innym go brak. Gaz ten jednak bez wątpienia jest siłą, która kiedy już kimś zawładnie, może całkowicie odmienić jego życie. Gaz to miłość Tylko jaka ona jest? Czy da się ją określić jednoznaczną definicją? Czy można pojąć ją rozumowo? Nie wydaje mi się. Można jedynie omówić sposoby jej okazywania, rodzaje, wpływ na człowieka.
Liczni poeci, pisarze, piosenkarze, malarze i inni artyści kultury wysokiej i tej masowej starali się w swoich dziełach wyrazić ich pojmowanie miłości. Miłość, głównie kojarzona z uczuciem łączącym dwoje ludzi, jest najpopularniejszym tematem wielu piosenek, utworów muzycznych, wierszy, książek. Czy jednak tak ludzka, przyziemna istota będzie w stanie opisać tę nadludzką, niesamowitą, tak samo trudną do zrozumienia jak i do okazywania siłę? Chyba tak. I właśnie na tym polega piękno miłości, że każdy widzi ją w czymś innym, rozumie ją w inny sposób.
I chociaż po takim wstępie opisanie miłości zdaje się być ponad ludzkie siły, to przecież każdy z nas ma w tej kwestii własne zdanie. Każdy, bez wyjątku, bo jak powiedział Forrest Gump: „Może jestem głupi, ale wiem co to miłość”.

„Dzieci próbowały przemówić ludziom do sumienia i przekonywały: „Jesteśmy naprawdę bardzo, bardzo głodne. Od dawna już nic nie jadłyśmy. Dajcie nam kawałeczek chleba, a jeśli nie chleba, to przynajmniej jednego kartofla czy cebulę, byśmy mogły przeżyć chociaż do jutra”. Ale prawie nikt nie miał tej jednej cebuli, a nawet gdyby ktoś ją miał, to nie miał serca. Wojna zamieniła je w kamień.” (W. Szpilman – „Pianista”).

U podstaw tego, w jaki sposób pojmujemy miłość, leży wiele czynników np. wychowanie, pochodzenie, osobiste przeżycia. Wielu w wyniku ciężkich przeżyć w dzieciństwie, młodości czy późniejszych okresach życia zwątpiło w miłość lub całkowicie przestało w nią wierzyć. Świetnym tego  przykładem są przedstawiciele tzw. pokolenia Kolumbów. Okres ich młodości został przerwany przez wybuch II wojny światowej. Czas, w którym kształtowały się ich umysły, światopogląd pełen był przemocy, nienawiści i nieludzkich zachowań. Myślę, że nie dotyczyło to tylko tych młodych ludzi, ale wszyscy w okresie wojny zatracili ludzkie odruchy. Matki porzucały dzieci, w skrajnych sytuacjach pojawiał się nawet kanibalizm.
Jednak, jak się okazuje, nawet w tym jakże brutalnym okresie miłość wielokrotnie święciła tryumfy. Trudno znaleźć inne słowo niż miłość, aby określić uczucie, jakim kierowali się liczni Polacy ukrywający Żydów w trakcie II wojny światowej. Wśród tych, którzy doświadczyli wtedy miłości ze strony innych, obcych ludzi, był Władysław Szpilman – kompozytor i pianista żydowskiego pochodzenia. Aż do wybuchu powstania warszawskiego był chroniony, karmiony i ukrywane przez grupę Polaków. Gdy jednak musieli go opuścić coś (właśnie miłość) sprawiło, że Szpilman przeżył. Znalazł go kapitan Wermachtu – Wilm Hosenfeld. Mogłoby się wydawać, że to już koniec, jednak miłość zatryumfowała nad wpajaną nazistom nienawiścią do Żydów. Kapitan dalej ukrywał Szpilmana i dzięki niemu i okazanej przez niego miłości ten pianista przeżył nie tylko wojnę, ale dużo więcej, bo umarł dopiero w 2000 roku.
Kolejny wspaniały przykład miłości, która przetrwała próbę, jaką była wojna, znajdujemy w filmie „Życie jest piękne”. Główny bohater trafia do obozu wraz ze swym synem (i żoną, która trafia do żeńskiej jego części). Jozue – syn głównego bohatera – zostaje przez swego ojca wprowadzony do obozu jakby była to gra, w której główną nagrodą ma być wymarzony przez chłopca prawdziwy czołg. W ten sposób kochający rodzic ratuje chłopca przed brutalna prawdą.

„Miłość jest wielkodusznie cierpliwa i życzliwa. Miłość nie jest zazdrosna, nie przechwala się, nie nadyma się, nie zachowuje się nieprzyzwoicie, nie szuka własnych korzyści, nie daje się rozdrażnić. Nie prowadzi rachunku krzywdy. Nie raduje się z nieprawości, ale się współ raduje z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, na wszystko ma nadzieję, wszystko przetrzymuje.”
(I List do Koryntian)

Biblia – spisana przez natchnionych ludzi boska mądrość – przedstawia miłość jako siłę napędowa świata. Bez niej nic by nie istniało. Bóg nie stworzyłby ludzi, a więc nie byłoby nas i nie mielibyśmy możliwości okazywać miłości innym
i samemu jej doświadczać. Definicja miłości zamieszczona w Liście do Koryntian pokazuje cechy doskonałej miłości. Ideału, do którego powinni dążyć wszyscy ludzie. To nie jedyny fragment księgi, który mówi o miłości. Wspaniałym wzorem  był Jezus Chrystus, który swoim życiem pokazał, czym jest prawdziwe miłosierdzie. Wielokrotnie czytając relacje ewangeliczne można natknąć się na fragmenty mówiące o tym, że Jezus, widząc kogoś lub jakąś grupę ludzi, zapragnął  powodowany miłością bezinteresownie pomóc. Jednakże największym dowodem miłości Chrystusa do ludzi było oddanie przez niego życia za grzechy ludzkości. Zginął bowiem jak zwykły przestępca, przed śmiercią wielokrotnie upokarzany i poniżany. Nie ugiął się i do końca zachował duchową siłę. Umierając pokazał, że z miłości do kogoś można nawet poświęcić dla niego swoje własne życie.

Miłość jako uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi wynika z wielu pomniejszych elementów. Składnikiem najważniejszym jest „to coś” tzw. „chemia”. Siła, której w racjonalny sposób nie jesteśmy w stanie opisać – bo nie jest niczym racjonalnym. Otóż cząstka ta spaja wszystkie pozostałe elementy, które same w sobie mogą być niczym szczególnym – ot, zwykłym przejawem przyjaźni. Tymi składnikami, które połączone dają nam miłość są : zaufanie, empatia, poznanie drugiej osoby, akceptacja jej zalet i wad, bezinteresowność działań wobec ukochanej, a także fascynacja powierzchownymi cechami jak np. wygląd. Z tym rodzajem miłości spotykamy się dość często. Nie zawsze to my musimy być tym kochanym, czy też kochającym, ale wielu z nas na co dzień widzi uczucie między np. swoimi rodzicami. Ten właśnie rodzaj miłości stał się źródłem inspiracji dla licznych artystów, a także dla innych ludzi za artystów się uważających. Wśród tylu różnych dzieł poświęconych miłości nie trudno o znalezienie zróżnicowanych zdań, zażartej polemiki i nawet otwartej kłótni. Warto jednak skupić się raczej na pojednaniu niż zbędnych podziałach. Istotnym elementem jest oddzielenie miłości od przyjaźni. W końcu nie wzięło się znikąd pytanie zadane przez Adama Mickiewicza w wierszu „Niepewność”: „Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?”. Odpowiedzi zdaje się udzielać pewna polska pisarka Aldona Różanek: „Miłość łączy serca, a przyjaźń umysły.” Odpowiedź jest całkiem trafna. Przecież przyjaźń polega na wzajemnych poświęceniach i empatii, ale to miłość swoją niewytłumaczalną siłą łączy ludzkie serca w jedno.
Choć wielu jest zdania, że: „Bez miłości oddech to tylko tykanie zegara.” (film - „Equilibrium”) to wciąż są tacy, którym bliższa jest opinia: „Biochemia dowodzi, że nie ma różnicy pomiędzy miłością a dużą tabliczką czekolady.” (film – „Adwokat diabła”). Niezależnie od tego, którą definicję przyjąć za słuszną, jedno jest pewne, że miłość niejednokrotnie zmieniła ludzkie życie. Kiedy wiemy już, co odróżnia miłość od przyjaźni i innych międzyludzkich więzi, musimy jedynie starać się wypełnić nią swoje serce.

Jakub Korcz


 

Fraszki uczniów II LO

Renesansowym mistrzem fraszek był Jan Kochanowski, w XX wieku ten gatunek rozwinął Jan Sztaudynger. Czy uczniowie naszej szkoły mogą kontynuować tradycję pisania krótkich, dowcipnych fraszek? Osądźcie, czytając zamieszczone poniżej utwory licealistów z pierwszych klas. Weźcie pod uwagę fakt, że powstały one w ciągu 5 minut, na lekcji języka polskiego.

Iwona Sobczyk

 


 

 

Na Zulu Gulę

Mała, mądra blondyneczka,

Z odpowiedzi jedyneczka.

Cała lata już wzburzona,

Bo ruskiego brak jej Johna.

Ruski szampan mózg wyżera,

Takie czasy, taka era.

Donata Rudnik

 

O Patryku

Kiedy Patryk je szaszłyka

buzia mu się nie zamyka,

gryzie, mlaszcze, trochę pluje

ale bardzo mu smakuje.

Łukasz Wencel

 

Na Zosię

Zbyt poważna? Chyba nie.

Do nauki nie rwie się.

Taka mała, taka chuda,

to jest nasza Zosia ruda.

Kiedy przyjdzie znów do szkoły,

każdy wie, że będzie dzień wesoły.

Zocha, Zofia czy Zosieńka,

To urocza jest panienka.

Wesoła, pogodna, uśmiechnięta,

Tak ją każdy zapamięta.

Agata Kołodziej

 

Na Dżastę

Gdy patrzę na cycki koleżanki mej

Na pewno wiem, że nie jestem gej

Król Julian

 

 

O Monice

Dużo pisze, dużo gada

Tekstami zapchana jest jej szuflada

Lubi śpiewać, lubi czytać,

Ale o drogę nie wolno jej pytać.

Skończysz przy niej w jakiejś wiosce,

To ja właśnie wiem o Osce.

Weronika Muszyńska

 

 

O Filipie

Filip przed lekcją zawsze medytuje

z własną duszą pilnie kontempluje.

Mateusz Błachowiak

 

 


 

Dzień Nauczyciela na wesoło

12 klas, kadra pedagogiczna oraz niesamowita atmosfera. Tak krótko można scharakteryzować obchody z okazji Dnia Edukacji Narodowej w II Liceum Ogólnokształcącym w Swarzędzu.

Święto obchodzono 13 października br. w sali gimnastycznej, gdzie zebrali się wszyscy uczniowie wraz z nauczycielami. Spotkanie miało na celu podsumowanie ich dotychczasowych osiągnięć. Prowadzący krótko scharakteryzowali starania nauczycieli oraz podziękowali za trud, jaki wkładają w swoją pracę. Dzięki temu każdy przekonał się, że zawód nauczyciela jest niełatwym i bardzo odpowiedzialnym fachem.

Następną częścią obchodów Dnia Edukacji Narodowej było przedstawienie plakatów, które wykonali uczniowie naszej szkoły. Jako temat obrano zainteresowania nauczycieli. Plakaty wykonano w humorystyczny sposób, więc zapewne każdemu przypadły do gustu.

 

Marta Michalska

 

 


 

Poetyckie spotkanie

4 listopada 2011 roku do naszej szkoły przyjechał wrocławski poeta Andrzej Bartyński razem ze swoją żoną, Krystyną. Spotkanie zorganizowane w ramach  XXXIII Międzynarodowego Listopada Poetyckiego odbyło się w sali audiowizualnej, gdzie zgromadziło się wielu uczniów klas humanistycznych, by zapoznać się z biografią i twórczością artysty.

Pan Andrzej Bartyński stracił wzrok w wieku 9 lat, gdy był przesłuchiwany przez gestapo. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali, czy uda się starszemu i niewidomemu człowiekowi nawiązać kontakt z młodzieżą. Byliśmy bardzo zdziwieni, z jaką determinacją poeta opowiadał o swoich doświadczeniach i recytował wiersze. Sam głos poety zaczarował uczniów, więc każdy słuchał go pełen zaciekawienia. Jego wiersze mówiące o rodzinie, miłości i Lwowie urzekały prostotą i rytmem.

Na koniec profesor Iwona Sobczyk podziękowała „za niezwykle energetyczną dawkę poezji” a nasz Gość został nagrodzony oklaskami i bukietem róż. Wszystkim bardzo podobało się spotkanie z poetą.

 

Patryk Średecki i Łukasz Wencel

 

 


 

Fantastyczna impreza

Od 14 do 16 października 2011 roku w II Liceum w Toruniu odbył się konwent fantastyki Copenicon. Konwent ten jest zlotem fanów fantasy każdego rodzaju. Na konwenty zjeżdżają się znani pisarze fantaści, autorzy gier RPG, gdzie mogą zaprezentować się, wykładać jakiś ciekawy temat i oczywiście dobrze bawić. Z całej Polski zjechali się miłośnicy fantastyki i zapaleni gracze LARP-ów. Wszystko było świetnie przygotowane i zgrane w czasie w taki sposób, ze najważniejsze punkty programu nie nakładały się na siebie.

Na  Copeniconie zjawili się wybitni pisarze fantaści, uświetniając swoją obecnością konwent. Byli to m.in.: Andrzej Sapkowski, Andrzej Pilipiuk, Rafał Dębski, Maja Lidia Kossakowska i wiele innych znakomiści.

Po raz pierwszy w Toruniu odbyła się gala wręczenia Literackiej Nagrody ,,Nautilus” za najlepsze opowiadanie i powieść fantastyczną roku 2011. Podobnie jak rok temu obie nagrody zebrał Andrzej Pilipiuk. Najlepszym opowiadaniem okazał się „Lazaret”, powieścią natomiast piąta część „Oka Jelenia”.

Przeprowadzono liczne konkursy i wygłoszono prelekcje. Nie obyło się oczywiście bez LARP-ów, czyli gier fabularnych rozgrywanych na żywo. odbywały się na sporym terenie, a wybór tematyczny był praktycznie nieograniczony – każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Konwent zakończył się w niedzielę wśród jęków zawodu konwentowiczów. Cała Polska ruszyła w stronę pociągów, samochodów i autobusów, by wrócić do domu. Takie imprezy są doskonałym miejscem do poznania wielu ciekawych osób spojonych zainteresowaniem.

 

Adam Lisiewicz